Always Sometimes Monsters – recenzja

asm

Always Sometimes Monsters to gra indie, która ostatnio święci triumfy na steamie. Kosztuje niewiele, a daje kilkanaście godzin rozrywki, biorąc pod uwagę, że prawie niemożliwym jest dotrzeć do dobrego zakończenia przy pierwszej rozgrywce.
Wizualnie jest świetnie, jeśli ktoś potrafi docenić gry robione w programie RPG Maker. Pixel arty są wyraźne, postacie ładne, a otoczenie rozpoznawalne i czytelne. Kiedy postać zmuszona jest spać na ulicy, to wyraźnie widzimy, czemu ma obawy przed położeniem się na brudnym i zniszczonym materacu. Kiedy jesteśmy w drogim hotelu, pokoje są ekskluzywne i czyste.

Rozgrywka polega na podejmowaniu decyzji, często moralnie trudnych – czy szantaż na osobie, która wyłudza pieniądze od twoich przyjaciół, jest uzasadniony? – oraz na chodzeniu po mieście w celu znalezienia pracy i zarobienia pieniędzy.
A pieniądze okazują się bardzo potrzebne bohaterowi ASM. Dla potrzeb recenzji niech ma na imię John. John jest niedoszłym pisarzem. Na koncie na 24 dolary, właściciel mieszkania chce go eksmitować za brak płacenia czynszu, a jego ukochana, z którą się rozstał około pół roku temu, przysłała mu zaproszenie na swój ślub, który odbędzie się za 28 dni. W jakiś sposób musi zdobyć 500 dolarów zaległego czynszu plus 800 dolarów na podróż, aby spotkać się ze swoją miłością życia zanim ta na zawsze stanie się niedostępna.

Tutaj wchodzimy my, tak kierując Johnem, aby zdobył pieniądze na wszystko i ruszył w podróż, aby odbić swoją kobietę. Możemy ciężko pracować i być uczciwymi, albo kłamać i kraść. Jednak zależnie od tego, jak będziemy się zachowywać, może okazać się, że nasza ukochana nas wcale nie chce, dlatego warto jednak nadać naszemu Johnowi jakiś kompas moralny.

Zacznijmy od plusów.
– Graficznie gra nie męczy, a wręcz sprawia przyjemność.
– Dialogi napisano dobrze, czytanie nie nuży.
– Decyzje moralne są zrobione dobrze.
– Część uczciwych prac (jeśli nie większość) jest słabo płatna oraz monotonna, ale w życiu codziennym też nie każda praca okazuje się spełnieniem marzeń.
– Gra wciąga i ma fajny klimat.

A teraz przejdźmy do minusów.

– Główna postać.
W grach mamy dwie metody wprowadzania głównego bohatera. Wczuwamy się w wyraźnie zarysowaną postać z określonym charakterem i przeszłością albo postać jest niczym czysta kartka, a gracz ma ją zapełnić swoją osobowością.
Mam wrażenie, że twórcy nie mogli się zdecydować, czego właściwie chcą. Z jednej strony pozwalają nam na naprawdę dużą dowolność w spersonalizowaniu Johna (może być mężczyzną, kobietą, homoseksualistą czy też heteroseksualistą, białym, czarnym, azjatą i jeśli się nie mylę, przy którejś z kolei rozgrywek nawet kotem). Pokazują nam tylko kilka wydarzeń z przeszłości, które miały nam zobrazować ważne wydarzenia z przeszłości bohatera (podpisanie kontraktu czy poznanie naszej miłości), ale sami mamy zdecydować czy aprobujemy jego zachowanie, czy nie. Z drugiej strony historia miłosna Johna i, nazwijmy ją, Jenny oraz jej dobre zakończenie okazuje się warunkiem otrzymania dobrego zakończenia.
Uwaga SPOILER! Jeśli nie, to otrzymujemy wiązankę od naszej Jenny, że nic się nie zmieniliśmy i ona już się nami nie interesuje. Chwila moment, jak to się nie zmieniliśmy? To po tych krótkich scenkach z przeszłości mieliśmy wiedzieć, jaki kiedyś był John? Twórcy nie uznali za ważne, aby nam pokazać dlaczego związek Johna i Jenny rozpadł się. Kiedy dostajemy kontrakt, według którego musimy zdradzić naszego przyjaciela Sama i podpisać go bez niego, Jenny jak najbardziej nas do tego namawia. Twórcy nie dali nam szansy porozmawiać z Samem, bo jego telefon nie działa. Nawet nie ma opcji do niego pojechać. SPOILER END
Nie ma scenki, która by wyjaśniła, dlaczego na boga wynajęliśmy mieszkanie za 500 dolarów miesięcznie, skoro nie mamy stałej pracy? Książki też nie napisaliśmy, więc wiemy, że zaraz przestaną nam płacić. Czemu nie przeprowadziliśmy się do tańszego lokum albo nie wzięliśmy współlokatora? Na te pytania nie otrzymamy odpowiedzi. John, Jenny i Sam skonfrontowani z szarą codziennością okazują się być nieporuszeni, prości i bardzo powierzchowni.
Nie dowiemy się, czemu bohaterowi tak strasznie na jego ukochanej zależy. Co powoduje, że Jenny jest taka nietypowa, że jeśli jej nie odbije, zginie marnie? Czemu kiedyś mówiła, że Sam nie jest w jej typie, a teraz po trzech miesiącach znajomości nagle bierze z nim ślub? Skoro ma nam na niej tak strasznie zależeć, to pokażcie mi dlaczego! Nie obchodzi mnie, jak się poznaliście. Interesuje mnie dlaczego ze sobą byliście tak długo! Czy ona też się starała? Czy John nie jadł, aby kupić jej kwiaty? Pokażcie mi ich zaangażowanie! Bo jak dla mnie to końcówka, w której Sam i Jenny biorą ślub, a John zostaje sławnym pisarzem jest tak samo dobra, jak ta, gdzie John zdobywa też dziewczynę. Czemu niby miał dostać doła i zostać bezdomnym? Czy Stephen King, pomimo że miał problem z alkoholem to zabił się? Nie, płodny z niego pisarz nadal.
A i monolog, że John bez miłości to nie może żyć… Gra dotycząca moralnych wyborów nagle przemieniła się w Nowy Testament.

– Być harcerzykiem.
Jeśli chcesz otrzymać dobre zakończenie, MUSI być moralnie bez skazy. Gra, która stawia cię przed moralnymi wyborami czyli próbuje symulować trudne życiowe wybory, serwuje cukierkowy koniec. Rób dobrze, a skończysz dobrze. Rob źle, a staniesz się bezdomnym. No i musisz mieć kasę. Bez kasy nie stać cię na porządny garnitur, a jak walczyć o swoją ukochaną bez niego?
Tak, trochę przesadzam. Zakładam, że jeśli nie opisze się w notesie dni, w których John postanawiał zemścić się na jakimś skurwysynie, to pewnie można też dotrzeć do happy end’u. Jest też wiele innych zmiennych, których zapewne nie odkryłam. Bycie harcerzykiem po prostu jest najbezpieczniejszą ścieżką.


Podsumowując Always Sometimes Monsters zasługuje na 6/10.
Twórcy włożyli masę pracy i to widać. Graficznie elegancko, rozgrywka wymagająca, a i niektóre historie są przejmujące. Z tym że, oczekiwałam od tego więcej, a dostałam po prostu grę. Tylko i aż.

Polecam na deszczowe wieczory, ale nie poświęcajcie jej za dużo przemyśleń. No i pamiętajcie Miłość wszystko zwycięży!

Challenge – Day 2

Day 2

Draw smth experiencing flight + cock + your fav superhero

And the winner is

„COCKMAN, TO THE RESCUE!”

day2

Sorry for the not-so-great photo quality.

Using this 30 day challenge.

 

Drawing Challenge – 1 Day

I’m doing two challenges simultaneously.
Drawing Challenge based on soo many in net:

1) Day: Fav film character + fav animal

20140807_155254

 

The Cheshire Cat.

Text in bubbles : „Alice play with me!” „Oh Cat, what have you done? That was favourite Hatter’s cup!”

 

The second challenge is the jQuery challenge. We will see later if  I’am able to write some java script programs.