spóźnione lipcowanie

CURRENT MOOD:   Hysterical

CURRENT OBSESSION: Health

LISTENING TO: Wind

PLAYING: awful wife

EATING: Bliny

DRINKING: grapefruit juice

READING: Philip K. Dick’s biography by

MAKING: two purses

WAITING FOR: low temperature

CONSPIRACY: ghosts

WATCHING: (I’m too lazy to write my opinion in english. By the way, Im too ashemed to write it in english with my poor language skills ;/)

Lately I feel like not doing antyhing. So I decided to do some crochet purses and watch films. I adore SF genra, so I was very exited to wait for those described under. What a disappointment. Really. I was counting that directors wouldn’t theat me like morron but IMPOSSIBLU! If you can forget logical things like how quickly footprints in snow during the storm disapear, those are for you.

The Colony – with Laurence Fishburne

Wszystko pod śniegiem, ludzie którym udało się przetrwać mieszkają w schronach zaraz pod powierzchnią. Byle choróbsko, przeziębienie chociaż, to bardzo poważne zagrożenie. Jedzenia coraz mniej, przetrwanie robi się coraz trudniejsze. No dobra, do tego miejsca postanowiłam się nie czepiać – choć nie jestem pewna jak choroby się rozwijają w małych społecznościach i czy rzeczywiście organizmy, które są w stanie przetrwać w takich niesprzyjających warunkach wybija byle grypa. Na pewno jakieś obserwacje na eskimosach przeprowadzono, a trzeba też pamiętać, że im jakieś choróbska mogli biali sprzedać, a tutaj nie mamy kontaktu z nikim z zewnątrz. Idźmy dalej. Mr Fishborne gra Briggs’a szefa kolonii, która odbiera sygnał sos od innej kolonii, z którą zawarli rodzaj przymierza. Iść czy nie iść z pomocą? Żywności zaczyna brakować, kilkoro ludzi jest obecnie poddanych kwarantannie, więc rąk do pracy maleje. Ach, gdyby film skupił się na tych napięciach między szefem a jego ekipą. Pogłębił postacie, podparł je okrutnymi życiowymi wyborami, podkreślił jak łatwo stracić szerszą perspektywę, kiedy zaczyna brakować możliwości.

SPOJLER

Niestety nie. Rusza mała ekipa na zwiad i już po półgodzinie serwowani są nam jacyś Inni – jak zwykle nieokreśleni przez jedynego ocalałego. Ale miałam nadzieję, że będą nas tymi obcymi straszyć choć odrobinę dłużej i nie pokażą ich. Pierwsza zasada horroru, nie pokazuj potwora. Niestety 5 minut później już wiemy, że ostateczna walka czeka nas z rozgolonymi kanibalami – mordercami – no proszę, od kiedy to jedzenie ludzkiego mięsa powoduje zezwierzęcenie i totalną odporność na mróz? Nasi bohaterowie uciekają spowrotem do domu, jednak pomimo tego, że wyruszają przynajmniej kilka godzin wcześniej – nocują w opuszczonym helikopterze i dopiero nad ranem ich kanibale doganiają, więc musieli o wiele później wyruszyć skoro zajęło im całą noc do nich dotrzeć – tamci odnajdują ich po śladach pozostawionych w śniegu – czy już wspomniałam, że CAŁY CZAS pada dość obficie śnieg? To wspominam. I jak uwierzyłam na słowo, że przeziębienie zabija, tak nikt nie wmówi mi, że ten cały nieszczęsny pościg nie jest na siłę, bo sobie scenarzysta wymyślił, że tak ma być i koniec dyskusji.

Na bajkową końcówkę brak mi słów.

3/10

*

Oblivion – with Tom Cruise

Zapowiada się ciekawie. Przylecieli jacyś obcy i zniszczyli ziemię. Jednak Ziemianie zwyciężyli nierówną walkę i wynieśli się na Tytana. Jednak potrzebują energii czerpanej z ziemskich oceanów, więc cały glob nadzoruje zespół techniczny złożony z Jack’a, który lata sobie helikopterkiem po strefie nieskażonej i naprawia boty oraz Julii, która robi mu za kontrolę lotu i kontaktuje się z ich przełożoną na Tytanie (wyłącznie w dzień). No i wszystko jest cacy, ich trzyletnia misja właśnie się kończy, zaraz mają lecieć na Tytana. Tyle że Jack jest straszliwie ciekawski. I gdy coś spada na ziemię, on musi na własne oczy zobaczyć, co też spadło. No i zaczyna się gra z czasem…

Scenografia przepiękna, techniczne gadgety naciągane ale da się przeżyć – ewidentnie cukierek dla oka entuzjastów. Zwrot akcji też niezły. Postacie wystarczająco wiarygodne. Jednak ogólnie film wypada słabo. Dlaczego?

SPOJLER

Głównie dlatego, że raz boty da się łatwo załatwić, a raz są śmiertelnie zabójcze w podobnych warunkach – piję do bezsensownej rzezi ludzi. Jak Malcolm ściąga Jack’a do bazy ludzi to naprawdę nie pomyślał, że może go Obcy przez to wyśledzić? Nie można go było zabrać do jakiejś pomniejszej kryjówki a potem dopiero do bazy, bazy? Naprawdę przeżyli trzy ciężkie lata, robią za partyzantkę i popełniają podstawowy błąd? No i sama końcówka. Julia (oczywiście) zaszła ciążę z, nazwijmy go, Ciekawskim Jackiem i urodziła dziecko. Mieszka sobie z córeczką w chałupce nad jeziorkiem, a tu nagle ludzie sprowadzają jej klona Jack’a nr 53. No i co ona ma sobie z nim zrobić? Założyć rodzinę z kolejną podróbą ukochanego? A może jak jej się ten nie spodoba to jej przyprowadzą tego nr 50 albo nr 30? Wszystkie klony dzielą zapewne te same wspomnienia, ale nie ma przecież żadnego testu na to, który jest prawdziwy. Ja podejrzewam, że „oryginalny” Jack już od dawna nie żyje, a jego komórki zostały wykorzystane do produkcji klonów. Oczywiście koniec tylko insynuuje, że wszyscy będą żyć razem na zawsze i szczęśliwie, ale sama taka insynuacja budzi we mnie irytację. Jakby mój ukochany okazał się sklonowany kilkaset razy to ja nie chciałabym jego klona, bo to po prostu nie on.

6/10

*

AfterEarth – with Will Smith

Hm, właściwie mogę się przyczepić tylko do jednej rzeczy – 1000 lat wystarczyło, aby na Ziemi pojawiły się orły wielkości szybowców, pijawki rozwinęły potężniejsze toksyny paraliżujące człowieka et cet. No dobrze, czy ktoś poczytał jak szybko działa ewolucja? Chyba nie. Mogłabym też pogderać na nowinki techniczne – z jednej strony na bajerze, a z drugiej najpotężniejszą bronią nie jest coś co pluje kulami albo laserem, a broń biała. Jasne, już widzę jak wojsko wraca do walki na pałki i miecze.

Film skupia się na kiepskim kontakcie między ojcem a synem, którzy muszą współpracować, aby przeżyć wypadek statku międzyplanetarnego. Postacie całkiem nieźle zarysowane, ładne efekty SG, smutna scena śmierci orła (mam słabość do zwierzątek, które pomagają bohaterom). Historia jak to nastolatek pokonuje swoje lęki i mężnieje.

6/10

*

Killing Season with John Travolta and Robert de Niro

I tak zakończyliśmy przekrój SF. Teraz przejdźmy do trillerów. Oto mamy już nieco podstarzałych (bez obrazy) niezłych aktorów, którzy nie mogą się pozbierać po wojnie w Bośni i ganiają się po lesie strzelając do siebie z łuku. Plusy filmu: aktorzy powodują, że da się to obejrzeć. Minusy: za dużo krwi. Na prawdę niekoniecznie chcę oglądać jak de Niro przekłada sobie śledzia od namiotu przez dziurę po strzale w łydce i jak go potem Travolta za tego śledzia wiesza u stropu. Albo jak potem de Niro torturuje Travoltę zalewając go wodą przez szmatę. Jak dla mnie te sceny są po prostu obrzydliwe. Końcówka przewrotna.

5/10

*

The Purge

Cóż, pomysł niezły, ale gdyby naprawdę ktoś ustalił taki dzień oczyszczenia, kiedy to można mordować, kraść et cet, to gospodarka wcale by się tak dobrze nie miała jak twierdzą autorzy scenariusza. Denerwujące postacie, które panikują i jęczą. Nie chce mi się nawet analizować, co mi się nie podobało w tym filmie, bo bym musiała zrobić filmik na yt, który by trwał tyle co sam film. A i blond suce się należało jak cholera ;] Ale ogólnie słabo, słabo. Niech zostaną przy horrorach, to im bardziej wychodzi.

3/10

*

Now You See Me

Zostałam pozytywnie zaskoczona. Przyjemnie się oglądało, nie aż tak przewidywalne jakby się zdawało, akcja cały czas, kilka ciekawych przekrętów. Na wolne popołudnie coś przy czym jeszcze można pogadać.

8/10

*

Olympus Has Fallen

Szklana pułapka w nowszej odsłonie. Dużo akcji, sporo strzelania i znów Koreańczycy atakują. Ostatnio jakaś taka fala filmów z tymi Złymi Koreańczykami. Czyżby Rosjanie już się Amerykanom ograli?
Oczywiście jest kilka miejsc w scenariuszu, gdzie ordynarnie mogłabym się przyczepić, ale się opanuję.

6/10

*

A Good Day to Die Hard

To ja już wolę Olympus. Może jakoś bym przeżyła niedopatrzenia w stylu, kości z gumy przy upadkach, przedziwne zbiegi okoliczności i złego gościa mamlącego marchewkę, ale CZARNOBYL NIE ZNAJDUJE SIĘ W ROSJI!! No tego już nie wybaczę scenarzyście. Naprawdę?! Tak trudno zajrzeć na google maps jeśli już stary dobry atlas nam nie wystarcza albo jesteśmy zbyt leniwi? Bo według tego, co widziałam na ekranie, Czarnobyl nie tylko znajduje się w Rosji to jeszcze  da się do niego dotrzeć w kilka godzin z Moskwy. Resztki reaktora nr 4 (nie wspominając o tym, że pozostałe działają nadal) wcale nie są przecież chronione przez wojsko, a promieniowanie da się zwalczyć magicznym środkiem X. Rozpylasz i już po problemie. Nie, po prostu nie.

3/10

*

Despicable Me 2

Wspomnę jedynie, że jedynka jest o wiele lepsza i zabawniejsza, a główna postać kobieca po prostu irytuje przez praktycznie caaaaały film. Minionki nieco ratują sytuację.

5/10

*

Monsters university

Przez pół filmu nic się nie dzieje. Takie tam przepychanki jak to w amerykanckim koledżu. A potem BUM! Sulley nagle przestaje być takim namolnym jednookim potworem i zaczyna nabierać charakteru. Mike natomiast czały czas balansuje na krawędzi alley-foe. Warto obejrzeć. Czterech literek nie urywa, ale zostają fajne wspomnienia po obejrzeniu.

5/10

*

The Croods

Zapobiegawczy ojciec neandertalczyk, który stara się szaleńczo obronić przed wszystkim swoją dość liczną rodzinę, musi walczyć o miłość swojej rodziny i podbicie swojego ilorazu inteligencji. Nie jestem zachwycona.

4/10

*

Transilvania Hotel

I oto ta pozycja bardzo mnie zaskoczyła. Myślałam, że znów jakieś poślednie popłuczyny. Uśmiałam się, postacie są fajne, od razu się wszystkich lubi. Miło się oglądało.

7/10