Podlotek o niebieskim języku

Kobieta o niebieskim języku

„Czekam na deszcz” – powiedziała rozkładając parasol.

„Słucham?” – nic nie rozumiałem. Środek sierpnia, duszące gorąco, cykady pośród traw śpiewały.

„Myślisz, że przyjdzie?”- Śmiesznie tak wyglądała w króciutkiej letniej sukience na szeleczkach stojąc pośrodku rozgrzanego asfaltu przytłoczona wielgachnym czarnym parasolem.

„Na pewno przyjdzie.” sama potwierdziła.

Nie potrzebowała moich odpowiedzi. Nie oczekiwała ich nawet. Dla niej mógłbym nie istnieć. Nawierzchnia parowała, powietrze drżało, a ona nuciła coś pod nosem.

„Nie wierzysz mi…” ofiarowała mi spojrzenie po raz pierwszy odkąd pojawiła się w pobliżu kilka chwil temu. Wydęła wargi. Naburmuszona mała dziewczynka, której zabrano cukierka.

„Nie wiem” wzruszyłem ramionami. Pot spływał po moim ciele, spodnie i bluzka przykleiły się szczelnie do skóry. Powietrze ciążyło od żaru lejącego się z nieba. To utrudniało myślenie. A wiata przystanku nie dawała cienia.

„Borówki” Obkręciła się na pięcie i doskoczyła do swojego plecaka.

„Co proszę?” może by się schować w rowie? Albo w tym pobliskim lasku? Jeśli ten cholerny autobus szybko nie przyjedzie, to udar mam jak w banku.

„Mam ochotę na borówki” przeszukiwała systematycznie swój niewielki plecak w równiutkich rzędach układając kolejne wypakowane przedmioty.

„Masz może?”

„Co?”

„Borówki” nagle usiadła obok mnie na ławce. Z nienasyconą ciekawością czekała na odpowiedź, jakbym miał jej wyjawić tajemnicę początku świata.

„Nie przypominam sobie. A to już sezon?” Otarłem dłonią pot z szyi.

Gdzieś w oddali zagrzmiało. Na horyzoncie dostrzegłem zbierające się chmury. Dziewczyna pisnęła ucieszona i zaczęła tańczyć dokoła ławki.

„Mówiłam, że przyjdzie?”

Chmury szybko przesuwały się w naszą stronę, a ona kręciła się w kółko z parasolem, czerpiąc z tego niewypowiedzianą przyjemność.

Zmrużyłem oczy. Na końcu drogi zamajaczył punkt. Kropka przekształciła się w plamę biało-niebieską, która po chwili nabrała kształtu autobusowego.

  • Jedzie.

Dziewczyna podskoczyła do góry, jak piłeczka i podeszła do mnie. Pochyliła się lekko.

  • Mówiłam, że przyjedzie.

Jej koronkowy biustonosz nieśmiało wyjrzał zza krawędzi sukienki. Odwróciłem wzrok.

  • Twoje rzeczy…? – ruchem głowy wskazałem ułożoną na poboczu w regularnych kupkach zawartość jej plecaka. Obecnie moknącą radośnie w strugach deszczu.
  • Nie szkodzi.

Autobus zatrzymał się ze stęknięciem, kierowca otworzył drzwi.

  • Jedziesz? – zapytałem, odwracając się w jej stronę po zapłaceniu za bilet.
  • Następnym. Tak tu ładnie… – uśmiechnęła się i wystawiła mi na pożegnanie język. Niebieski. Drzwi autobusu zatrzasnęły się z hukiem między mną a podlotkiem. A jednak znalazła borówki…
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: