How quickly daft jumping zebras vex?

„Ufff, zdążyłam.” Myśl pomknęła dalej, napotykając oczekujący wzrok koloru zgniłej zieleni lewitujący gdzieś na wysokości monitora.

– Wcale nie. – sarkastyczne prychnięcie podkreśliło wagę owej arcyważnej uwagi.

– Wcale tak. – nie odrywając się od pisania starałam się być tak zajęta jak tylko się dało.

– Wcale nie. – Zza czerwonej firanki z gracją powoli pojawiały się kolejne rude paski sierści jakby nie połączone w całość. – Jesteś spóźniona o TYDZIEŃ. – ziewnięcie ujawniło rząd białych igiełek aka zęby, różowy język z flegmatycznym spokojem zaczął czyścić po kolei inne części ciała, aby z wolna stać się w pełni widocznym, a nie jedynie fragmentarycznym paskowym futerem kota. – Poza tym zostały Ci tylko dwie godziny. – poruszył wąsami – O pardon, godzina i 54 minuty. Nie zdążysz.

– Wcale nie. – prychnęłam w stronę lewitującego rudo-białego Kota. – Idealnie się zmieszczę. I zdążę ten post opublikować jeszcze w poniedziałek.

– Lubię jak jesteś taka… naiwna. – możecie nie wierzyć, ale koty na prawdę potrafią patrzeć z wyższością, zwłaszcza na swoich właścicieli. – Skończyć musisz recenzję, spakować się, jak wy to młodzi mówicie „obczaić” pociągi i maila dotyczącego samolotu, napisać do zainteresowanego, że przecież się nie wyrobisz na 12 na wizytę jutro w galeriach, skoro musisz jeszczedo bwz-tu skoczyć umowę podpisać…

– Milcz. – machnęłam olewczo dłonią w stronę kota, mając nadzieję, że się rozwieje niczym fatamorgana. – Schowaj się najlepiej, gdzie twoje miejsce. Tylko mi przeszkadzasz.

-… no i nie skończyłaś tego widoczku na bristolu, książek nie oddałaś, a tych, które chciałaś nie przeczytałaś…

– Nie wszystkich! – mruknęłam niezadowolona, wiedząc że futrzasty potwór ma jednak rację. – Skończyłam „Coco” i Hooda „Psychologię Przesądu” i Thich Nhat Hanha skończę dzisiaj, a „Kota Simona” można tylko oglądać.

-A 50 teorii filozorii? A Dalajlama? O! I nie medytujesz od hoho. – Kocur wyszczerzył się złośliwie zbliżając do mojej twarzy. – A już o posiłkach nie będę wspominać.

– Oj tam, oj tam, a czyja to wina? – pociągnęłam go za ogon, przez co zamiauczał groźnie.

– Nie możesz wszystkiego zrzucić na mnie. – ciapnął mnie ostrzegawczo łapą, na razie ze schowanymi pazurami.

Westchnęłam.

– No tak, wiem. – Przygarnęłam go, sadzając go na kolanach i drapiąc za uchem. Zaczął mruczeć. – Mój ty jeden wielki wyrzucie sumienia…

I jak tu takiego nie kochać? Wredne i puszyste za jednym razem – wybuchowa mieszanka.

9.02 am wylot. Wiecie, nawet listy nie zrobiłam co do tego, co chcę wziąć. Na razie odpoczywam. Mój rok zaczyna wariować, bo do piątku trzeba oddać pracę z seminarium. Nawet siędo niej na serio nie zabrałam. Siedzę sobie w Rzeszowie. Wysypiam się i najadam. Szlajam trochę po domu, towarzyszę rodzicom, odwiedziłam dziadków. Trochę poczytałam. Głównie wydałam kasę na książki: Kot Simona, Sztuka szczęścia w trudnych czasach (czyli wywiad z Jego Świętobliwością Dalajlamą by H. C. Cutler), dostałam Osiecką (która miałam wziąć na wyjazd, ale zapomniałam zabrać Tali). Oprócz tego znalazła się w domu masa książek o buddyzmie: Tao strumienia, Zen w sztuce łucznictwa, Księga herbaty, Mumonkan i Każdy krok niesie pokój Hanha.  Szkoda, że do torby (którą pomaga mi pakować cała rodzina i każdy ma inny zamysł włożenia elementów ubioru do środka) mi się wszystkie nie zmieszczą. Ogólnie jak zwykle będę wyglądać jak choinka kiedy wysiądę z pociągu w Warszawie.

Co do komisku, sorry Winetou, w Rzeszowie nie mam dostepu do materiałów w postaci bloku i farb czy pędzli, bo wszystkie wywiozłam do Wawy. Tutaj więc rozpoczęłam ponownie ciapanie pastelami pod wpływem secesyjnego dzieła szklanego. Nie mam dostępu do dobrego aparatu, zdjęcia na razie nie będzie.

PS. Korzystałam zarówno z Gimpa jak i Photoshopa i muszę stwierdzić, że są różnice i to spore ;p

PS2. polecam zajrzeć do tych galerii fotografii blogowej, doprawdy miód na oczy ;]]

GALERIA NR 1

GALERIA NR 2

MUZYCZNE PORADY ;P

ZAGWOZDKI INTERNETOWE

PS3. PO PROSTU CZUJĘ SIĘ SPOKOJNA ;]

Uzupełnienie kilku dni

Od piątku lub soboty – kto by liczył – spałam u Oli W. Jakoś nie zjadłyśmy się w tej jej małej kawalerce… aż do dziś. Zajebisty numer mi dziś wykręciła. Tutaj napiszę jak wkurzona jestem na tego bencwała.

Powiedziałam jej, że się umówiłam z nową współlokatorką do kina. Ona chciała iść na Requiem for a dream do knajpy. Zaznaczyłam, żeby miała telefon przy sobie, bo będę dzwonić jak ruszę do niej. Chciałam chociaż końcówkę obejrzeć z nią i jej koleżanką. Z Arkadii – gdzie obejrzałam Paranormal Activity 2 –  na Stare miasto jest kawałek. W tramwaju zaczęłam do niej dzwonić – nadziałam się dwa razy na pocztę. Jednak pewna siebie, że przecież po filmie posiedzimy nad drinkiem, ruszyłam ku Starówce. Było po 22. Zimno jak diabli, sama lazłam przez park. Oddzwoniła, kiedy mijałam pałac i dalej trwającą rozpierduchę by Obrońcy Krzyża.

Pytam, czemu nie odbiera. A bo film oglądała to wyłączyła telefon.

… Przełknęłam, choć mi brew zadrgała.

Pytam co teraz robią. Chciały wracać do domu. Pytam, czy mogą wracać przechodząc obok kolumny, bo wtedy się spotkamy. Ola na to, że ona w drugą stronę mieszka (jakbym nie wiedziała i nie spała u niej regularnie od kilku dni) . Ja mówię, że może się cofnie, bo wsiądziemy do busa będzie ta sama droga. A ona mówi, że jej się nie chce.

No to powiedziałam „acha to cześć” i się rozłączyłam.

Nie, nie przeszkadza mi to, że nie chciała się już dziś ze mną widzieć. Whatever. Chodzi o to, że ja specjalnie jechałam spod Arkadii, bo ona z łaski telefonu nie odbierała, skąd miałam wiedzieć, że nie zdążę? Nie można było wcześniej powiedzieć, że nie odbierze podczas filmu? Albo że ma mnie już dość po tych kilku nockach?

Nie wiem za co mnie każe, ale tak właśnie się czuję. Niedobra Minia, nie dostanie dziś cukierka. Komend nie wykonuje, be piesek.

Może chciałam po prostu wziąć moje rzeczy od niej? Krem, szczoteczkę do zębów, książkę do poduszki?

Mam ochotę jej wygarnąć, powiedzieć coś co ją zaboli i w gruncie rzeczy nic nie wniesie. Wymówić się z sobotniej imprezy, bo mi się po prostu odechciało. ODECHCIAŁO.

Ogólnie jakos mi się wszystko poskładało.

Wcześniej myślałam, że to udźwignę. Najpierw zachowanie Bartka T. Chce widzieć we mnie pomocnicę na jakichś dziwnych zasadach, robi ze mnie ostatnią deskę znajomości, może przyjaźni ale wyładowuje też na mnie swoje nerwice. Jak się za bardzo nie przejmuję, bo wierzę że nerwówka przy biurokracji może tylko zawał przynieść, to mi prawi złośliwości. Kiedy robię coś nie do końca odpowiedzialnie, to każe mnie złośliwościami. Lubię go i trawię, jak wszystkich. A on z kąta, kiedy rozmawiam z innymi, patrzy na mnie jak skrzywdzone kociątko. Czemu za to że go lubię, dostaję rykoszetem?

Teraz Ola P. i jej gang. To moja wina, że nic nie wyszło ze wspólnego obiadu, bo to ja się nie odezwałam choć zaprosiłam. Nie przypominam sobie, żeby to miała być randka. Jestem zła, bo mam inne plany i inne zdanie niż jej. Co też wymyślam, jakie spotkanie wcześniej niż we wtorek związane z projektem na środę, przecież wszyscy wyjeżdżają na weekend.

Czy są jakieś leki na zostanie socjopatą? Zamówię kontener.

Na razie planuję zamelinować się w mieszkaniu i udawać, że nie istnieję. Nie potrafię żyć wśród ludzi. Za każdym razem jak próbuję to ciągle mnie ktoś zgniata obcasem. Nie maluję się, jestem przy kości, używam słów w innych sensach niż przeciętny polak, my comunication skills sucks. A jutro jebane ćwiczenia na których nie tylko trzeba gadać ale do tego po włosku. Po prostu dajcie mi sznur…

No to może teraz film. Paranormal Activity 2. Horror, który polega na oglądaniu historii pewnej rodziny przez kamery ochrony. Trwał 1 i 1/2 h, zaczęło się coś dziać dopiero koło 1/2 przed końcem. Te same motywy wykorzystane co w pierwszej części, choć o wiele bardziej chaotycznie ułożone. Dialogi z polotem, co więcej nawet śmieszne – ta nie ma jak humor w horrorze. Ale dawało to jakieś złudzenie normalności, codzienności tej rodzinki. Napięcie wprowadzano nieźle. Był pies, który wiedział, że coś złego się czaiło w domu. Oczywiste, że coś się z tym psem stanie, tylko co? Kiedy demon się panoszył w domu, robiło się minimalnie ciemniej i dodawano szum zamiast muzyki, delikatny prawie niezauważalny. Tłukące się garnki, otwierające się nagle szafki (aż podskoczyłam), otwierające się drzwi. Co prawda lewitujące dziecko było pewnym przegięciem… no cóż…

Ogólnie jak na nisko budżetowy film o demonie, to zjadliwe. A ja się nawet będę bała dziś zasnąć.

Lyons i Golka – te książki naukowe, co je męczę  – leżą i na mnie patrzą.
Brama Chmur ciekawi mnie, ale jak w końcu do niej siadam, to jestem tak śpiąca, że nie mogę się skupić i poddaję partię.
Simon Houpt, Muzeum dzieł zaginionych – przeczytałam i z radością oddam do biblioteki. z całego dość grubego tomu, podobał się tylko fragment opisujący sławne kradzieże i obrazkowy indeks dzieł zaginionych, ale nie ratuje on zupełnie całości. Tekst pisany jest na żenująco niskim poziomie – niby skierowany do osób dorosłych i zainteresowanych problemem sztuki, a zwroty wyjęte żywcem z podręcznika dla klas 1-3 podstawówki. Jestem wyrozumiała, ale nawet ja mam pewną granicę przyswajalności papki dla idiotów.
W między czasie zaczęłam Marco Vichi Un tipo tranquillo. Dotarłam do połowy i jakoś nic się nie dzieje. Akcja ogranicza się do minimum, a więszkość to przemyślenia głównego bohatera. Poniekąd wygląda to na obraz socjologiczno-psychologiczny przeciętniaka po 50siątce z kryzysem czegośtam. Minus. Jakieś to takie nie do końca dorobione. Plus.  Po włosku i szybko się czyta.

Ola W. mnie ścięła. Nie o głowę, jedynie włosy. Zdjęcia wkrótce.

Ruszyłam w końcu ten projekt włóczkowy, szkoda że jakoś mi na drutach się odechciało robić (i że kurna zostały u O.W.).

O! Sesja w sobotę, bym zapomniała. Artur aka Elf sympatyczny i śmieszny. Najpierw się ograniczał, ale Szopen szybko go naprostował. Inna sprawa że ja dałam ostro d***. Też się krępowałam, jakoś bez jaja odgrywałam tę moją postać. Zupełny brak polotu, jakoś energii starczyło mi tylko na zrobienie postaci (życiorys dostępny na drugim blogu) i dotarcie do Grójca. Cudnie. Aż mi wstyd. Kasiu, zgłoś się na Skypie po dokładnejszą fabułę ;p

Projekt rysunków dla Adra stoi. Projekt 1000 Wcieleń stoi.

Czasem się zastanawiam, czy nie określenie celów dla mojego życia jest aby dobrym pomysłem. Czy zbyt dużo nie tracę po drodze?

Muzyka odnaleziona po 3 latach

Yoko Kanno nigdy mi się nie znudzi:

To nieco zbyt łopatoligiczne, ale ma niezły glos ta Elane:

Kill Hannah:

Gorillaz nie trzeba przedstawiać:

Girugamesh:

lub nieco mocniej

Nieco strasznie w wydaniu Koziego:

Albo elektronicznie:
Schwarz Stein

Metalicznie:
Deathgaze – Blood

(ale i tak gość ma czerwone paznokcie lepsze niż ja ;D)

No i na koniec kultowy X-Japan: