Artystyczny pierdolnik

No to kilka spraw w jednym poście.

Dieta. Na wszelki wypadek ani się nie mierzę ani nie ważę. Bardzo sensowne (ironicznie). Czy Wy też macie problem w postaci PRZYJACIÓŁ/ZNAJOMYCH?

Po pierwsze, uwielbiam ten argument, mówię: Jestem na diecie. Otrzymuję w odpowiedzi prychnięcie, kręcenie nosem, albo równie motywujące „Ale dobrze wyglądasz, po co ci DIETA?”. Nie no jasne, te fałdki co zmieniają się w fałdy to bardzo fajnie wystają nad krawędzią spodni. Oprócz tego, że wytyłam prawie z całości garderoby. I nikt przecież nie mówi, że pragnę wyglądać jak modelka. Brak fałdek =/= wieszak.

Poza tym, scena nr 2: spotkanie towarzyskie
pub/restauracja/klub/domówka. Jak bardzo towarzystwo musi być spite, aby nie zauważyć, że ten alkohol w mojej
szklance to woda mineralna? I jak dotrwać do tego momentu? Albo wódka, albo piwo, albo żarcie na wynos.
Wiem, trzeba mieć silną wolę. Ale jej zapas wolę przeznaczyć na rzeczy zgoła inne. Np. na pisanie.

Jedynym pocieszeniem jest ćwiczenie. Bo skoro dieta wychodzi mi bokiem, to może machanie odważnikiem zadziała. Od dwóch tygodni trzy razy w tygodniu po 15 minut stosuję trening (podstawowy) odważnikiem Kettelcośtam. Gorzej, że nie posiadam samego odważnika i wymachuję 5l butelką wody. Plus za pomysłowość, minus za zbyt mały ciężar. Ale musicie mi wybaczyć, ja się znam. Nie mam kasy na kolejny sprzęt, który szybko powędruje gdzieś w kąt. Kolejny plsu: wyrabiają mi się mięśnie. Widzę, że pod tą moją podskakującą tkanką tłuszczową zaczyna się coś rodzić. No i mniej się garbie.

Nieco przystopowałam z malowaniem. Jestem ogólnie chora, dużo śpię i oczy mnie bolą. Zarówno od tuszu do rzęs, który się zmywać nie chce, jak i od gapienia się stale w monitor.
Mam do podzielenia się jedynie poprawionym portretem Vica i Penny. Postacie fajne, tło fajne, zegarek fajny, ale razem jakoś to nie gra. uffff. Jak już podbiję skilla to wezmę to na warsztat once againu.

Obrazek

No i trochę piszę. Powoli, uzupełniłam framework, do którego namówił mnie współautor. Teraz jest mniejszy pierdolnik. Szkoda, że nadal tylko ja spisuję tekst. We dwójkę byłoby szybciej. Ale rozumiem, inny styl pracy, inne problemy, inne priorytety. Ja zapewne moje niedługo będę musiała nieco zmienić ze względu na zbliżającą się magisterkę i egzaminy z języka. Ale po prostu przestanę się opierdzielać i wszystko powinno się zmieścić xD
Koncepcyjnie zostałam zgaszona, że nie mamy obmyślonych podstaw Magii, Artefaktów i Wynalazków czyli Steampunku jako takiego. Prawda. Tylko, że to można już w trakcie pisania dodawać. W czasie edycji. Mój mózg to nie procesor czterordzeniowy o nieograniczonej pojemności RAM, nie można wprowadzać nieskończonej ilości informacji i oczekiwać, że system wszystko ładnie zaszufladkuje. Fakt, czasem coś zaskoczy. Ale częściej pewne dane ulegną uszkodzeniu czy zostaną nadpisane przez coś nowego. Dlatego muszę pisać. A potem zmieniać napisane. I jeszcze raz. I wywalić wodolejstwo. I przekształcić informacje bezpośrednie – była zdenerwowana – na sugestie – trzęsące dłonie schowała za siebie. Et cet. A potem rozesłać do wszystkich moich ukochanych przyjaciół i poprosić o edycję. Wkurzyć się na propozycje ich poprawek. Ochłonąć. Część wprowadzić. Resztę przedyskutować. Przetrwać salwę konstruktywnej krytyki.

Tak to mało integralny sposób pracy, ale dla mojego małego rozumku najefektywniejszy.

A i założyłam w końcu powieści bloga. Zapraszam serdecznie xD

Kabaret Black Cat

Reklamy

Lecąc Kabaretem

No dobrze, chwytając chwile kiedy mi się chce, rzuciłam się znów na tablet. Biorąc pod uwagę, że już przetłumaczyłam co miałam na jutrzejsze zajęcia, mogłam ponownie powrócić do powieści. Ależ ja jestem monotematyczna!

Oto, tadada, dwoje głównych bohaterów Kabaretu.

Kwiatuszek.

(Jedna z moich ulubionych postaci xD)W rzeczywistości Frank Wilson. Jednak w Kabarecie znany pod pseudonimem Kwiatuszek. Mężczyzna, który zawsze pragnął być kobietą. Nie jedyny transwestyta w klubie, ale najpopularniejszy. Nie tańczy – choć robi to lepiej niż nie jedna świeżynka – ale występuje w skeczach. Fantastyczny aktor, niezły ma głos. Czasem zastępuje głównego konferansjera. Zgrywus, wiecznie roześmiany i skory do żartów, nie zawsze smacznych. Tytułuje się „przyjacielem Penny”. Są właściwie nierozłączni, wszędzie chodzi za dziewczyną, jednak jej zdaje się to nie przeszkadzać.
Jakub „Buźka” Smiley

Właściciel Kabaretu. Nie chwali się gdzie się wychował i kiedy pojawił się w Londynie. Wielkim zaskoczeniem było, kiedy poprzedni szef zapisał klub nikomu nie znanemu chłopaczkowi na posyłki. Po akcencie można przypuszczać, że pochodzi z Irlandii. Plotki na temat:
– choć nie przepada za rozwiązaniami siłowymi, lepiej nie podskakiwać Smileyowi bo jego pięść jest twardsza od ciosu sławnego boksera Lennoxa Lewisa,
– ma więcej popleczników i znajomych niż sama Królowa,
– jeśli jest z nim na dobrej stopie, w Kabarecie można dostać „coś specjalnego”,
– niewiele robi, a interes sam świetnie się kręci,
– kiedy znika, szykuje się jakaś większa zadyma w okolicy,
– podobno ma w kieszeni całą policję,
– ma więcej szczęścia niż rozumu, a z pewnością 9 żyć.
– podobno większość alkoholi sprzedawanych w lokalu nie pochodzi z legalnych źródeł.
– jest dla swoich dziewczynek – jak nazywa pracujące w kabarecie kobiety – jak starszy brat czy wuj. Przygarnia je często z ulicy, dając dach nad głową i godziwy zarobek.

Ufff, to jutro pewnie o diecie. Na razie idę lulu.