W trakcie edycji

Stała na balkonie w bezruchu. Deszcz wściekle chłostał jej twarz. Włosy utworzyły strąki, woda zalewała oczy. Opierała się ramieniem o balustradę patrząc w dal między blokami. Mieszkanie na 10-tym piętrze miało pewne zalety jeśli szło o widok. Przemoczona koszula i spodnie kleiły się do jej ciała. Niebo rozbłysło. Gdzieś w oddali uderzył piorun. Założyła ciężki od wody kosmyk włosów za ucho. Czy była bezpieczna? Uśmiechnęła się kwaśno. Póki świeciło słońce…

Drzwi trzasnęły. Czy ten bachor nigdy nie nauczy się szanować spokoju innych? Na przykład jej? Spojrzała na niego spode łba znad książki. Leżała wygodnie na kanapie odpoczywając. W jego oczach dostrzegła przerażenie. Dyszał wściekle. Czemu? Zmrużyła oczy. Nie lubiła, kiedy któryś z nich powielał zachowania ludzi. A tu proszę, dyszał jak po długim meczu z „kolegami z podwórka”. Jednocześnie mocno zaparł się o drzwi, jakby chciał je zatarasować swoim kruchym ciałem.
– Ratuj mnie!! Oni tu są!! Ratuj!!
– Jeśli po trzaśnięciu drzwiami – zamknęła książkę odkładając ją  na niski stoliczek stojący tuż przed kanapą – nie wiedzieli, w którym mieszkaniu się zamknąłeś, – wstała i przeciągnęła się – poinformowałeś ich właśnie wrzaskiem. Jest środek nocy, sam wiesz jak głos się niesie w tym budynku.
Ze stoliczka zabrała swoją ulubioną błękitną filiżankę, aby dopić chłodną herbatę. Do tej pory chłopiec nie ruszył się spod drzwi. Nasłuchiwał. Zagryzł wargę.
– Zrób coś dla mnie i nie mieszaj mnie w to. – wzruszyła ramionami kierując się w stronę aneksu kuchennego.
Zanim zdążyła zrobić dwa kroki, złapał ją za rękaw. Już był przy niej. Jego opaska zsunęła się nieco z czoła, więc wpatrywał się w nią błagalnie trzema przekrwionymi oczami. Jego mętne błękitne tęczówki zawsze robiły na niej wielkie wrażenie. Mogłaby wpatrywać się w nie godzinami. Oczywiście gdyby miał więcej lat.
– Proszę… – zawyżony przez strach głos załamał się chłopcu. Zacisnął mocniej palce na jej przegubie. Przestawał się kontrolować. Jeszcze chwila, zmiażdży jej nadgarstek
– Maks. – westchnęła. Chciała żeby wyszło groźnie. Przynajmniej pouczająco. Wyszło jak zawsze. Odstawiła filiżankę na regał z książkami. Słyszała szybkie kroki za drzwiami. Nie było czasu. Zszarpnęła z siebie bordową koszulę, odsłaniając przedramiona. Czarne linie tatuaży zaczęły nabiegać krwią. Czuła ich, stali tuż pod drzwiami. Jedno w nich wpadło na framugę. Któreś szarpnęło za klamkę. Zrobiła dwa kroki do przodu, stając w korytarzu. Tatuaże wiły się zaraz pod jej skórą niczym żywe istoty. Uderzył ją smród palonego ciała. Cienie w przedpokoju gęstniały. Żarówka w lampce koło szafki z butami pękła.
– Maks, ileś ich przywlekł za sobą? – rzuciła za siebie. – Nie wiem czy sama…
W tej chwili drzwi eksplodowały zmieniając się w tysiące małych drzazg. Do mieszkania wbiła się Ciemność.

***
Chłopiec siedział po turecku kilka centymetrów od ekranu telewizora. Wpatrywał się tępo w listę kanałów cyfrowego radia. Jego palec rytmicznie co kilka sekund zmieniał stację. Przez mgłę otulającą jej umysł, przebijały się fragmenty piosenek. Jak igły wbijały się w jej czaszkę, potęgując ból głowy.
– Maks, mógłbyś przestać? – zmęczonym tonem wyartykułowała wolno słowa. Miała wrażenie, że ktoś w jej głowie założył studnię. Do tego straszny przeciąg się zrobił. A nie. Z trudem spojrzała w stronę miejsca, gdzie kiedyś były drzwi. Nie mówiąc o pozostałych meblach w przedpokoju, które obecnie nadawały się wyłącznie na śmietnik. Wszystko przez tego…
– Maks, do cholery przestań się bawić telewizorem. – nie zabrzmiała przekonująco.
Dzieciak dalej zmieniał kanały, nawet się do niej nie odwrócił. Poddała się. Cofnęła się o dwa kroki do tyłu, zjechała plecami po lodówce siadając na ziemi. Zamknęła oczy i oparła głowę na ścianie. Skupiła się na swoim oddechu. Dopiero po chwili dotarł do niej, że z telewizora płynie piosenka o szybkim regularnym rytmie. Znała ją, ale jakoś nie mogła sobie przypomnieć nazwy. Spojrzała na dzieciaka. Położył się na resztce dywanu pod telewizorem. Pewnie zasnął. Wątpiła, że w innym przypadku zostawiłby akurat ten kawałek do przesłuchania. Nie lubił współczesnej, komercyjnej muzyki. Jego blond włosy rozsypały się po podłodze. Wyglądał kiepsko. Ramiona i łydki obwinęła szczelnie bandażem kilka minut temu, ale już zaczynały przesiąkać. Chociaż może zawdzięczał to jej miernym umiejętnościom pielęgniarskim.
Gorzej, że jeśli on śpi, ona nie może. Rozmasowała powieki. Kiedy znów otworzyła oczy, miała przed sobą eleganckie wypastowane włoskie buty, ubrane w krwistoczerwony płaszcz.
– Myślałby kto. Wrócił książę. – miało wyjść ironicznie, ale miała wrażenie że dominowała w jej głosie ulga.
– Nie mogłaś tego zrobić inaczej? – ton głosu  jakby pytał ile kosztuje mleko w sklepie. Uniósł ją z podłogi i posadził na krześle przy stole kuchennym.

Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Log Out / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Log Out / Zmień )

Facebook photo

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Log Out / Zmień )

Google+ photo

Komentujesz korzystając z konta Google+. Log Out / Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: