Praweczko jazdeczki

Cóż podjudzona, ludzkim zwyczajem, postanowiłam dokonać tej wiekopomnej decyzji i zapisać się na kurs. Tak tłumacząc na nasze – okazało się, że prawo jazdy a) przydaje się, b) jest mi obecnie potrzebne, c) mam zamiar zdążyć je zrobić, zanim wprowadzą zmiany w kursach.

Jak się dowiedziałam, że w 19. stego stycznia mają wejść nowe zasady zdawania, gdzie procent zdawalności teorii za pierwszym razem wg szacunków wyniesie 5% procent, a przez rok instruktor będzie mógł być pociągnięty do odpowiedzialności za nasze wykroczenia, to nieco zbladłam i szybko zainwestowałam w grupon. Bo wcale mnie nie przeraża, że ktoś obcy będzie za mnie odpowiadał. To akurat ma nieco sensu. Ale postawmy się w sytuacji takiego pana B., instruktora. Gdzież on po 30 h wypuści takiego świeżaczka na drogę! 100 będzie dobrych i szybko się będzie uczyć, a 101sza trafi się cizia blachara (nie obrażając owych blondynek, ale się dziś nasłuchałam jak to im elektrony często gęsto przeskakują nie tak, jak trzeba) co wymusi i garaż komuś zrobi i ten pan B. przez kolejne 10 lat będzie za nią płacił. Efekt czasowy? Kurs wydłuży się niebotycznie. Efekt ekonomiczny? Sieknie ludzi po kieszeniach – szacunki wskazują na 5 000 zł jeśli się zdecydujemy.

Roztropnie postanowiłam nie czekać, aż teoretyczny egzamin będzie trudniejszy niż wykucie 520 pytań na blachę i odważnie ruszyłam na kurs weekendowy. No i może ostatnio mniej się udzielam towarzysko – 2 soboty i 2 niedziele nikogo w końcu nie zbawią – ale czuję się mądrzejsza. I bardziej zagubiona. Bo tramwaj ma pierwszeństwo, ale nie zawsze. Zwykle na skrzyżowaniu, ale tym ze światłami już nie, a w ogóle to przez szybę kierowcy po lewej wygląda jak metalowy mamut i tyle mniej więcej waży. Już widzę te piękne chwile, ech, spędzone za kółkiem i pogadanki/połajanki pana B. Ale już się nie mogę doczekać ;]

A to zrobię jeszcze reklamę, a co mi tam. Polecam kursy w AutoKadecie, który znajduje się w centrum Warszawy. Wykładowca/właściciel jest super i świetnie prowadzi kurs, tłumaczy na nasze zasady ruchu drogowego, odpowiada na każde pytanie – z zastrzeżeniem, żebyśmy sobie darowali Miażdżące pytanie do prowadzącego, bo to wcale nie jest śmieszne – rzuca anegdotami i sytuacjami z ulicy zebranymi, dzięki czemu te kilka godzin pod rząd da się spokojnie wytrzymać i pochłonąć dużo wiedzy. Jazdy odbywają się po żoliborzu i bemowie (ha ha! Czysty łud szczęścia, że akurat spotkania z instruktorami odbywają się pod moim blokiem xD). Także polecam, polecam. Jedyne co, to oczekiwanie na jazdy po zdaniu egzaminu wewnętrznego do 2 tygodni. Ale to i tak krótko, powiadam wam! ;]

Oprócz tego udało mi się zaoszczędzić. Papa mi zapłacił za kurs i jeszcze powiedział, że nasz kochany starusieńki acz super zadbany Volkswagen będzie mój! Dlatego na 1ooo % zdam za pierwszym razem. A potem na minę kota ze Shrecka będę żebrać na benzynę. Ach te wydatki, jak nic muszę zacząć zarabiać.

Reklamy
Poprzedni wpis
Dodaj komentarz

1 komentarz

  1. porażka

     /  Grudzień 21, 2012

    „Jedyne co, to oczekiwanie na jazdy po zdaniu egzaminu wewnętrznego do 2 tygodni.” – a potem jazdy raz w miesiącu 🙂 lol

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: