we are all connected

Czytam i błądzę po czeluściach… psyche? Świadomości? Wszechświata? Może wszystko się w sobie zawiera.

To już nie takie świeże, ale dalej nie skończone. Przeanalizowaliśmy sytuację z Szopenem i doszliśmy do wniosku, że piszemy wspólnie coś w rodzaju powieści. W efekcie zamiast się ostatnio uczyć czy pracować nad moją magisterką, przeszłam na etap pisanie opowiadań, dopracowywanie postaci, szkice i myślenie o fabule, akcji. Z jednej strony daje mi to niesamowitą satysfakcję. Jednak jak zaczynam po raz setny poprawiać to samo budzą się wątpliwości. Nie zawsze czuję się przyjaciółką słów, zdań, języka w formie zdolności wymowy. Pisanie to rodzaj dobrze opisanej zagadki. Ja mam mieć frajdę z jej zadania, ale dawania też wskazówek tym, którzy myślą inaczej niż ja. Inni mają mieć frajdę z jej rozwiązania. Tylko jak mi się język w głowie plącze, wiesza i gryzie sam ze sobą….

pfffff

Jestem zmęczona językiem. Myśleniem w kategoriach słów i pojęć, których wymaga się ode mnie. To nie koniecznie ma coś wspólnego z nauką obcego języka. Ja nie do końca ogarniam kategorie w rodzimym, polskim. Mam wrażenie, że mówienie, przekuwanie myśli i koncepcji w język to jakieś wielkie nieporozumienie. To narzędzie jest takie niedokładne i niepewne. No i czytając Przybysławkiego moje przeczucia spełniły się, albo raczej nabrały czytelnego kształtu. Dziękuję wam Iskry i o wielki autorze za tę zrozumiałą wykładnię koncepcji buddyjskich. W końcu zaczynam pojmować, czego chcę. Chcę medytacji xD

Rozmawianie z ludźmi opiera się nie tylko na słuchaniu wypowiadanych zdań. Zwracacie uwagę na emocje zawarte w tonie głosu? Na czyjeś wahanie przy dobrze słów? Miękkość wymowy, podkreślenia stanowczością, buzujące spółgłoski w gardle, nerwowy śmiech – to ja i się za to nie lubię – ? Ja uwielbiam się wsłuchiwać nie tylko w to, co ktoś do mnie mówi ale też w jaki sposób. Poza tym kiedy się z kimś rozmawia też się na niego patrzy. Niepewne/pewne gesty, przyspieszony oddech, spuszczone oczy. To, czy rozumiemy kogoś innego, nie polega jedynie na umiejętnym połączeniu sylab padających z jego ust.

Ale powiedziałabym, że interpretacja następuje podświadomie. Może tym jest szósty zmysł? Umiejętnością rozumienia innych, łapania sygnałów od nich, bez świadomego dostrzegania drobnych sygnałów?

http://youtu.be/TiFY-lmaKa4

Po obejrzeniu sobie Through The Wormhole: Sixth Sense doszłam do wniosku, że wszystko ponownie wraca do podstawowych teorii buddyjskich. Obserwator obserwuje obserwatora obserwującego obserwatora itd. patrz => Rozdział 6 Pustka jest radością A. Przybysławskiego. Przykład z filmu Kot Schrödingera, przykład z książki: dwóch mężczyzn kłóciło się, czy muchy występują tylko przy ludziach. Postanowili rozwiązać spór przeprowadzając eksperyment. Poszli na pustynię, gdzie jak wzrokiem sięgnąć ani żywej duszy. Znaleźli truchło wielbłąda nad którym latały chmary much. jeden z mężczyzn zakrzyknął – proszę muchy istnieją także same! Nawet bez ludzi! – Na co drugi odparł – Zgodziłbym się, gdyby nie to, że obaj tutaj stoimy.

Szkoda, że z to, co odkryli buddyści wieki temu, europejczycy „udowodnili sobie” jakieś 150 lat temu.

No i teoria tego, że wszyscy jesteśmy połączeni. A jednak. Możecie nie wierzyć w Efekt motyla. Ja przeczuwam, że to wcale nie pic na wodę. Moim szóstym zmysłem ;p

Co mi przypomina pewno anime „Serial Experimental Lain”, gdzie też padła kwestia We are all connected, a skutki tego okazały się bardzo poważne.

Reklamy
Poprzedni wpis
Następny wpis
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: