Pędzą koty po przestworzach

Zawsze jak biorę się do pisania posta, trafiam na pustkę w głowie. A właściwie niczym nie uzasadniony chaos myśli powszednich, których nie można po prostu uporządkować w jeden logiczny ciąg. Jeśli staram się sobie przypomnieć, co to też było tym zdarzeniem podczas dnia, które pozwoliło mi przypomnieć sobie o blogu, trafiam zwykle na czarną dziurę. No dobrze, zwykle wtedy próbuję drugiego sposobu – co mnie ciekawego ostatnio spotkało, żeby móc się tym podzielić. Ale tego jest tyle! Z jednej strony chciałabym opisać wszystkie najmniejsze szczegóły, z drugiej po co? Czy ma to jakiś sens? Czy to sposób próby zaznaczenia „tak istnieję, witajcie w dedalowym labiryncie moich myśli”?

I gdzie pomiędzy tymi pytaniami jest miejsce na Zen?

= 30 sekund poświęcone na zamieszanie gotującej się wody z makaronem. /albo gotującego się makaronu z wodą/ =

Mogłabym opisać noc spędzoną na plaży przy ognisku w towarzystwie innych studentów Erazmus. Albo skupić się na krótkiej historii, jak to pozowałam nago Kichorowi na plaży, bo miała ochotę sprawdzić jak morze wyjdzie na długim naświetlaniu. Albo opisać nieopisywalne doznanie medytacji w słonym morzu. Lub przedstawić mój niedorobiony, kolanowy warsztat prawie-tłumacza w świetle zbliżającej się publikacji Koła Tłumaczy założonego na UW. Wspomnieć tą nieprzyjemnie, nieprzyjemną sytuację, która miała miejsce już prawie rok temu. Jak to byłe panie z zarządu koła, po mojej też niezbyt przyjemnej [powinnam napisać inteligentnej i właściwej] interwencji za ich plecami[a właściwie prawie za ich plecami] obraziły się na pozostałych członków i przestały przychodzić zabierając wszystkie swoje teksty, które miały zostać umieszczone w publikacji. Po czym będąc na Erazmusie straciłam nieco kontakt ze światem uniwersyteckim, tym polskim w szczególności. I teraz się okazało że do 30 mogę oddać tekst, coś własnego na papierze wydrukowanego.
Mogłabym też wspomnieć o tym, jak to znów zaczęłam chodzić na włoskie zajęcia. Jak to czytam książki z bibliografii i powoli zaczynam się uczyć.
Że doszłam do etapu, kiedy po włosku łatwiej mi się dogadać niż po angielsku – albo przynajmniej mam takie wrażenie.
Że pomimo medytacji chodzę wciąż jakaś poirytowana, jakby sam fakt, że oddycham, albo że świeci słońce był już wystarczający, żeby uwolnić mój cynizm.
Jak to wykłady z socjologii nowych mediów mnie zupełnie wkręciły i teraz myszkuję po wikipedii, żeby się dowiedzieć wszystkich szczegółów o funkcjonowaniu Internetu, programów, protokołów, fal radiowych. Jak zaczęłam korzystać nieco świadomiej z serwisów społecznościowych – choć dalej nie darze ich ani zaufaniem, ani wielką miłością. Jak to zaczęłam malować jakieś przedziwne rzeczy w przedziwny sposób pastelami i jak chcę to rozdać za kawę albo obiad chętnym ludziom z fb. Jak mi tęskno do farb, pędzli, a przede wszystkim już do Polski. A właściwie tego, że mnie od razu nie traktują jak turystę i że każdy krok nie przyniesie mi jakiegoś zaskoczenia.

I jak bardzo ciężko być Zen, wyrzucić przez okno przyzwyczajenia (to głównie uwaga do poprzedniego zdania).

Zamiast tego oferuję Wam mały przegląd ciekawych stron internetowych. Głównie po angielsku/jako że to język podstawowy większości serwisów/.

Zacznijmy od Books of Adam => http://www.booksofadam.com .
To się spodoba Oku Buddy ;] Blog 24 letniego amerykanina o świetnym poczuciu humoru. Ujmuje swoje życie w dobrze napisane historyjki, dodatkowo rysując ilustracje do swoich zyciowych lub nie wpadek.

Potem można zerknąć na dzieła faceta, który robi abstrakcyjne obrazy w piasku na plaży. http://www.bored-to-death.com/32167/Beach-Art

Chwilkę poświęcić na króciutki komiks o syrenie – kolorystyka mnie złapała za serce, potem sie okazało, że autor nie użył ani słowa, pomimo że postacie ze sobą rozmawiają i byłam trafiona miłością od pierwszego spojrzenia http://www.sarahmensinga.com/fish.htm

i można zakończyć przyjrzeniem się jaki piękny i wielki jest nasz wszechświat zdjęcia NASA o yeah! http://www.theweek.com/article/index/214374/nasas-spectacular-map-of-the-stars-a-slideshow

A tu taki bonus – fotograf i rysownik w jednym łączy swoje upodobania ;] http://www.thewondrous.com/amazingly-creative-drawing-vs-photography

http://www.booksofadam.com

Reklamy
Poprzedni wpis
Dodaj komentarz

2 Komentarze

  1. thriravet

     /  Maj 31, 2011

    zdjęcia z rysunkami rewelacja 😀

    Odpowiedz
  2. Tęsknota. Okazja do obserwowania siebie 🙂

    Spodobało mi się 🙂 Thx
    Syrena też, choć widzę tu inspirację ostatnią częścią „Piratów z Karaibów”. Dziwne, syrenka w kostiumie kąpielowym… Widocznie nikt nie sprawdzał, jak w tym przypadku morze wyjdzie na długim naświetlaniu. 😀
    Bonus też fajny, choć gość za bardzo kombinuje zgodnie z nowoczesną zasadą, że liczy się dziwny pomysł. Rysunek kota i autoportret w lustrze wybijają się w tłumie…

    Odpowiedz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: