Pomędzić każdy może

Nie wiem, jak to jest – słońce świeci, wstaję rano, ale żyć mi się nie chce. Ciekawe czy to tak z przekory, czy może po prostu mój sfrustrowany organizm odmawia posłuszeństwa. Czas mija, połowa wakacji już mi się przewinęła, a ja się czuję, jakby matura była, no, przedwczoraj. Przytłacza mnie to składanie tych papierów, czekanie na wyniki i potem nie pomyślne wieści. Dobra, dobra, nie tak do końca niepomyślne. Na Wrocławski się dostałam, do Wawy nie (lista rezerwowych również liczy się jako nie, tak jak już rozjaśnam to do końca). Ale najbardziej zależy mi na UJ. A do 17 lipca, kiedy z łaski ogłoszą wyniki, jeszcze dużo rzeki upłynie.

A w ogóle to wszystko do bani. Nawet mi się z domu nigdzie nie chce iść… Radia też nie słucham – kurcze no takie przekręty się w polityce dzieją, że ja wolę nie wiedzieć. A w telewizji nic nie ma.

Nie, no okej. Dzisiaj wieczorem jest kabareton. I jeszcze nie byłam na Shrecku 3. I cały czas piszę system i gram na forum. I chciałabym w 7sea pograć, a przede wszystkim poprowadzić. A i wyjechać. Daleko najlepiej. Bieszczady byłyby okej. Tak zaszyć się w górach i czytać. Może coś narysować. I może się powiesić…

Nawet mi humor wisielczy nie wychodzi.

A fiołki na parapecie kwitną. Pełno delikatnych fioletowych kwiatków z białymi obwódkami i samych białych. Żółte środki mienią się w słońcu, liście wystawiają się do promieni ukazując pod światło sieć bladych żyłek. Tylko ten bambus jakoś mizernie przy nich wygląda. Liście jak trawa pogięte, uschnięte na końcach i opadające, mimo moich najszczerszych chęci. Ale wierzę w niego. W Tesco mu ciężko się żyło (oni tam nic nie podlewają, taki surwiwal roślinności), dostał w korzenie od życia, ale teraz ma dobrze. Nowa ziemia, miłość i dużo wody. Muszę je podlać.

Ach tak i twardo przebijam się przez (przepływam tu pasuje lepiej, no ale…) opowiadania Iwaszkiewicza. Mają niesamowity klimat. Taki lekko monotonny, spokojny, trochę melancholijny, trochę wietrzny i ulotny. To przez nie nabrałam takiej ochoty na wyjazd w góry. W tych tekstach czuć wietrzyk, szum liści i moknie się nawet na deszczu pod wpływem czytania. W planach mam skończyć „Panny z wilka” i obejrzeć ekranizację Wajdy. Nie lubię robić odwrotnie – obejrzeć a potem czytać. Zbyt duży mam szacunek do książek i własnej wyobraźni. Przecież potem sceny i obrazy filmowe same narzucają się podczas czytania, to po co wtedy czytać? Żeby zauważyć gmeranie scenarzysty w chronologii? W dobrych książkach, fabuła to jedynie jeden z elementów składowych, a nie główna sprawa.

Czy ta nota jest o niczym? Niech i tak będzie.

Reklamy
Następny wpis
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

w

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: