Festiwal Breakout – koncert w Rz-owie

Czasem kocham mojego ojca. W zasadzie szanuję go za to, że jest. Ale częstotliwość, z jaką wpływa negatywnie na moje zdrowie psychiczne mogłaby zostać wpisana do księgi guinnessa.

W każdy razie podarował mi dwa bilety na koncert Wysłuchaj mojej pieśni panie – Festiwal Breakout pamięci Miry Kubasińskiej i Tadeusza Nalepy. I za takie gesty go kocham.

Nie wiedziałam, na co idę. Wzięłam przyjaciółkę i poszłyśmy. A było pysznie (nie licząc tego głośnika tuż nad naszymi głowami). Gwiazdy takie jak Ewa Bem czy Paweł Kukiz śpiewali stare dobre pół-rockowe pół-bluesowe piosenki Nalepy. I nawet jego syn grał na gitarze, i Dżem trochę posmęcił, i Kaśka Kowalska się obraziła itd.

Szanuję tych ludzi, którzy kochają muzykę i potrafią ją tworzyć.

Jeśli kogoś interesuje sam koncert proponuję zajrzeć na stronę Nie-ba (zespół, który również wystąpił, a wokalistka pokazała klasę) lub stronę oficjalną festiwalu.

Blues sam w sobie niesie jakąś nieokreśloną dawkę smutku, melancholii i pewnego skupienia. Moja przyjaciółka określiła to mianem właśnie „smęcenia”. A ja lubię posłuchać od czasu do czasu płynącej powolnym tempem melodii saksofonu z małym dodatkiem cicho szumiącej w tle perkusji i brzdąkań gitary. Czas wtedy zdaje się płynąc inaczej, myśli z wolna ulatują i zostaje się sam na sam z czymś… Gdybym napisała samym sobą, skłamałabym. Nieuchwytny duch tych melodii zdaje się wtedy siedzieć tuż obok i mruczeć jak kot łasząc się o nogi. Strachem napawa mnie myśl, że tak pięknie wypełniona cisza (albo tak pięknie zawarta w tej muzyce) mogłaby nigdy się nie narodzić.

Ja, bardzo niemądrze, lubię się czasem przybić. Nie potrzebuje do tego alkoholu czy pasma nieszczęść nagle nawiedzających moją osobę. Wystarczy chęć. A muzyka koi myśli złe i pozwala się wyzwolić z wolna z tego. Poza tym, kiedy tworzy się postać rpg – ową, która ma traumę, albo po prostu daje się jej melancholijną duszę – jakoś nie wyobrażam sobie tego bez bluesa.

Tak jak nie widzę okresu prohibicji bez niego. Ale to już zupełnie inna sprawa.

A co do tego ma Nalepa, ci wszyscy wykonawcy i sam Festiwal? Ano nic. Albo tylko trochę. Z prostego powodu – smęcenie powinno być zabronione na koncertach!! To muzyka nadająca się do ciemnych, dusznych klubów piwnicznych albo na pochmurny wieczór w domu.

Inna sprawa, że Nalepa mieszał rytmy bluesowe z rockiem i wychodziło mu to wspaniale. Jego piosenki, mimo iż stare, dalej mają jakiś urok. No dobrze, mają urok dla mnie. I zapewne poszukam u rodziców w starych zbiorach muzycznych jego płyt.  Jestem sentymentalna, wiem. Ale to chyba nikomu nie szkodzi, prawda? Taka narodowa spuścizna po Karpińskim…

Reklamy
Poprzedni wpis
Dodaj komentarz

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Connecting to %s

%d blogerów lubi to: